top of page

Facet na kozetce cz. 4: Co z tymi potrzebami?

Współczesnym facetom bardzo trudno jest powiedzieć i zdefiniować, czego potrzebują dla siebie – od swoich partnerek, od życia, tak żeby czuć satysfakcję i mieć poczucie spełnienia. Mężczyźni są wychowywani głównie przez kobiety. Jest to niejednokrotnie przyczyną problemów facetów z określeniem własnej męskości bez pytania kobiet, jakimi powinni być facetami. Wiedzą więc, jakie są potrzeby kobiet w stosunku do mężczyzn, ale trudniej jest im określić, czego potrzebują sami dla siebie. To często powoduje samotność i poczucie dystansu w bliskich relacjach, rezygnowanie z dbania o własne potrzeby, a w konsekwencji obniżony nastrój i różnego rodzaju dolegliwości psychofizyczne.

Witek Janowski - Coach i Psychoterapeuta

Skąd to się bierze?

Młody, dorastający mężczyzna potrzebuje chwili z dala od kobiet, aby mógł stać się sobą, świadomym swojej energii. Wtedy poznaje własne potrzeby i znajduje sposób na ich zaspokojenie. Nazwijmy to inicjacją. Dobrze jest mieć w pobliżu innego dojrzałego mężczyznę, który będzie potrafił w odpowiednim momencie potwierdzić, że dobrze sobie radzisz, że możesz polegać również na sobie. Tylko w ten sposób można być autentycznym mężczyzną dla siebie i dla innych. Być świadomym siebie i akceptującym siebie mężczyzną, gotowym na porażkę i słabość, z której wyrasta prawdziwa siła.


Relacje między mężczyznami kształtują się na podstawie wcześniejszych doświadczeń i znanych wzorców męskich. Jeśli zabrakło pozytywnych wzorców, negatywny wzorzec będzie powtarzany, dopóki ktoś go nie zauważy i nie przełamie.

Nawet jeśli wydaje nam się, że postępujemy inaczej niż nasi rodzice, to na poziomie wykonania robimy dokładnie to samo. Wzorce są po prostu tak silne. Nie jesteśmy w stanie ich zauważyć, dopóki ktoś nam ich nie pokaże lub nie zorientujemy się o tym sami.


Ojciec, niezależnie od tego, czy jest obecny czy nie, to pierwszy i najsilniejszy wzorzec. Jeśli ta relacja jest negatywna, to późniejsze relacje będą się opierać na tym negatywie. Jako trudną relację rozumiem oparcie się tylko na oczekiwaniach, wycofanie z wychowywania, nieobecność i niedostępność emocjonalną, nieokazywanie ciepłych uczuć i bycie słabym wsparciem. Ale też drugą stronę, czyli nadmiar kontroli, troski, bliskości i zapewniania poczucia bezpieczeństwa. Oba te bieguny są zachowaniami agresywnymi, które powodują raczej zamykanie się, niż otwieranie na własne potrzeby.


Olbrzymi wpływ na postrzeganie własnych potrzeb ma oczywiście relacja z matką. Matka mogła być wyprzedzająca, goniąca za spełnieniem potrzeb, zanim ta jeszcze się pojawiła w głowie małego chłopca. Mogła też – przeciwnie – koncentrować się głównie na własnych problemach, upatrując w młodym mężczyźnie powiernika, obrońcę lub lekarstwo na deficyty powstałe we własnej relacji z partnerem.

Oba te typy zachowań matki skutkują tym, że w dorosłym życiu mężczyźnie trudno będzie rozpoznać własne potrzeby, szczególnie te emocjonalne, i zawalczyć o nie. Bliżej będzie mu wtedy do tego, żeby dbać o potrzeby innych w pierwszej kolejności. Jego wartość będzie definiowana przez skuteczność w tym działaniu.


A co z potrzebami mężczyzny?

Mężczyźni zbyt rzadko doświadczają korzyści, które pochodzą z bycia otwartym i autentycznym w relacji. Za to często wybierają postawę tych odpowiedzialnych, ratowników, obrońców czy kontrolerów. Pozornie łatwiej jest radzić sobie z wyzwaniami samemu niż odsłonić się z własnymi potrzebami i poprosić o wsparcie, pomoc czy nawet samą obecność, możliwość bycia wysłuchanym. Zwykle bierze się to z tego, że w życiu takiego mężczyzny brakowało wzorca, który właśnie w taki sposób potrafił zadbać o własne potrzeby. Który pokazywałby, że można być autentycznym i mieć własne potrzeby – inne niż materialne i fizjologiczne.


Do tego niezbędne jest zrozumienie własnych potrzeb i gotowość do komunikowania ich, szczególnie, że między dorosłymi zasada domyślania się potrzeb bez mówienia o nich, po prostu nie obowiązuje. Często faceci nienauczeni są tego, że mogą mówić o swoich potrzebach.

Pozostają więc z nimi sami, z poczuciem bycia niezauważonym, rozczarowanym i zrezygnowanym. Niczego innego nie doświadczają, więc zostają z tym sami, bo i tak nie znajdą zrozumienia, a przynajmniej takie budują się w nich przekonania.


Mężczyźni przyjmują różnego rodzaju maski.

Maski i bagatelizowanie

W odpowiedzi na tę sytuację mężczyźni przyjmują różnego rodzaju maski, które wyrażają się charakterystycznym stylem komunikowania się, obniżonym głosem, krótkimi, zabarwionymi złością wypowiedziami i udawanym zdecydowaniem. Chociaż pod tą postawą skrywane są potrzeby bycia z kimś blisko, bycia kochanym, zaopiekowanym, docenianym i zauważonym. Nierzadko odciążonym z noszenia różnego rodzaju życiowych ciężarów samodzielnie.


We wzajemnych męskich relacjach najczęściej komunikowanie potrzeb wiąże się ze zbagatelizowaniem problemu, ewentualnie zaśmiewaniem lub po prostu ucięciem w stylu „nie ma się czym przejmować” lub „dasz sobie radę”. Mężczyźni, którzy słyszą to przez większość swojego życia, zostają z poczuciem, że muszą dać sobie radę sami, dowozić tematy, rozwiązać problemy, unieść co tam trzeba, bez zauważania tego, jak duży koszt emocjonalny ponoszą. W konsekwencji dbanie o własne potrzeby, nawet te niezbędne, takie jak miłość, akceptacja, przynależność, troska, otrzymanie wsparcia, wzajemne poczucie bezpieczeństwa w relacji, mogą facetom kojarzyć się z postawą egoistyczną i w ogóle z czymś świadczącym o ich słabości. Bezpieczniej jest skupić się na potrzebach innych lub przepracowywać się, żeby nie czuć braku sensu, poczucia pustki lub coraz bardziej obniżającego się nastroju.


Obciążają czy odciążają?

Prowadząc psychoterapię i coaching z mężczyznami bardzo często spotykam się z przekonaniem, że męskie potrzeby, inne niż potrzeby fizjologiczne, czyli seks, odżywianie, ruch i odpoczynek, praktycznie nie ujawniają się w relacjach. Są postrzegane jako coś, co mogłoby obciążyć partnerkę, spowodować jakieś trudności lub zmianę postrzegania tego mężczyzny jako takiego, który sobie nie radzi lub jest słaby.


Po kilku sesjach, w których pracujemy z rozpoznaniem potrzeb i komunikacją, najczęściej okazuje się, że efekt jest zupełnie odwrotny. Z facetów schodzi presja, obciążenia, pojawia się poczucie zrozumienia i wsparcie, a z drugiej strony możliwość bycia dla kogoś ważnym, przydatnym, obdarzonym zaufaniem. Nie wszystkie potrzeby emocjonalne muszą być zaspokajane samodzielnie, za to wszystkie są również ważne dla zdrowego życia psychicznego i fizycznego. Otwarte komunikowanie ich może nie zawsze zapewnia takie zaspokojenie ich, jakiego oczekujemy, ale zawsze zostawia poczucie, że spróbowaliśmy, a to często pozwala nam poczuć się lepiej, być sprawczym i ważnym dla siebie.


Artykuł ukazał się w wydaniu Głosu Mordoru w październiku 2022 w wersji drukowanej i online.

Przeczytaj artykuł Facet na kozetce (2) Ze złością ci do twarzy - o złości w męskim wydaniu oraz pozostałe artykuły z cyklu dostępne na blogu.


Pozostałe artykuły z serii "Facet na kozetce" dostępne na stronie miesięcznika Głos Mordoru.

20 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page